Sonntag, 15. Dezember 2013

Ciacha

W zeszłą sobotę piekłyśmy ciacha miodowo-cynamonowe ( meeeega frajda), miały być na zeszłą środę i odbywające się wtedy w przedszkolku przyjęcie z okazji nadchodzących świąt. Ostatnie ciacho zniknęło  w zeszły wtorek. Do przedszkolka wzięłyśmy muffiny, upiekłyśmy je krótko przed wyjściem.







Mittwoch, 27. November 2013

"Linia 4"

Często przed snem, Franka każe opowiadać sobie historie o tutejszych tramwajach. Opowiadam zatem, że "linia 3" jest koloru żółtego, a  "linia 4" jedzie w  kierunku uniwersytetu, "linia 1" ma najdłuższą trasę i najwięcej spóźnień, że każdy tramwaj jeździ zarówno pod jak i nad ziemią, i że bilet trzeba mieć, że mama to ma miesięczny, a można też kupić taki na krótką trasę albo na cztery przejazdy, itd. itwk. (czyt. i tak w kółko). Często pierwsze słowa Franki tuż po przebudzeniu brzmią "tramwaj uni". Radości Franki nie było końca, kiedy to w  niedzielę przed południem wybraliśmy się właśnie tramwajem właśnie na uni. Dla mamy Franki była to podróż odrobinę sentymentalna, daaawno tam nie była, przez chwilę pomyślała nawet, że może mogłaby znowu studiować…  




















Samstag, 2. November 2013

No nie mogliśmy...

…się oprzeć i nie czekając na pierwsze wiosenne promienie słońca, odwiedziliśmy park ptaków raz jeszcze  przed jutrzejszym końcem sezonu.

Ps. Po czym można poznać, że jest u nas babcia Krysia??
Tak, po czapce!!!

















Mittwoch, 23. Oktober 2013

Krok w dorosłość

To, że uwielbia buty, również te o 20 rozmiarów za duże, jest równie pewne jak to, że po ściągnięciu wczoraj swoich zrobiła krok w "dorosłość". A było to rano… Zawiozłam ją do "przedszkolka", i co?? I po tym jak pomogłam jej zdjąć buty, Franka dała mi buziaka i poszła… bez płaczu… tak po prostu… codziennie wylewała małe jezioro łez, a tu nagle nic, sucho…  Stałam tak jeszcze parę sekund, myśląc "co ona?? chyba się poryczę!!!"








Sonntag, 20. Oktober 2013

Banda przyjaciół

Każdego dnia, gotowa już do wyjścia na spacer Franka przypomina sobie, że przecież jeszcze trzeba zabrać ze sobą przyjaciół, najchętniej wszystkich… Jest ich czwórka i zawsze przynajmniej dwójka wypadnie z Frankinych rączek zanim ta dobiegnie do drzwi. Panuje zatem sprawiedliwość, przyjaciele czekają cierpliwie na swoją kolej, każdy z nich wie, że i on dostanie pić, jeść i bedzie mógł potowarzyszyć France podczas spaceru.
Wczoraj był z nią Bernd.