Już będąc w ciąży Frankina mama kupiła maszynę do szycia z zamiarem tworzenia cudowności ( w jej mniemaniu) dla swojej córeczki, ta jednak pokrzyżowała jej plany, rozkładając się wygodnie w którymś miesiącu ciąży na maminej nerce i zalegając na niej uparcie aż do rozwiązania, co uniemożliwiało wtedy przyszłej mamie Franki siedzenie, a co za tym idzie - szycie!! Nowiutka maszyna, uzbrojona uprzednio w cierpliwość, powędrowała zatem do szuflady, czękając w niej na swoją szyciową premierę - ta nastąpiła krótko po Frankinych narodzinach. I tak nocne szycie trwa do dziś:) Co więcej, podjęłam się szyciowego dla mnie wyzwania - na prośbę koleżanki wyszedł wczoraj spod maszyny patchworkowy kocyk. Efekt kilkudziesięciogodzinnej pracy zostanie odebrany jutro - oby się spodobał…


Mama Frankina zdolna bestia..podoba mi się:)Takie to jak z Domku na Prerii ...tak mi się jakoś skojarzyło:)
AntwortenLöschenPiekne! Zdolne lapska ma Frankinowa mamuska!
AntwortenLöschenświetny. no kurka, świetny!
AntwortenLöschenPIĘKNY!!!!
AntwortenLöschenojj, pięknie, pięknie :))) zdolniacha, psia kostka, ja bym pewnie sobie paluchy przyszyła do czegoś :))
AntwortenLöschenAleż cudowności Ci wyszły. Dobrze, że maszyna była uzbrojona w cierpliwość, bo warto było :) ale teraz to już będziesz wykorzystywać ją ile się da. Przy takich cudownościach to aż grzech by stała nieużywana :)
AntwortenLöschenDzięki dziewczyny:) Patchwork spodobany - odebrany - ufff!!
AntwortenLöschenCudny, uwielbiam takie klimaty :) Niemożliwe, żeby się mógł nie spodobać :)
AntwortenLöschen