Kolejny miesiąc za nami, w tym poście nie będę już apelować do czasu by zwolnił, bo on i tak mnie nie słucha…
Piszę i pękam ze śmiechu, Franka prowadzi w pokoju obok rozmowę z tatą, rozmowy te są od niedawna dłuuuugaśne i wielosylabowe:) W minionym miesiącu Franka nauczyła się również wkładać smoczek do buzi…swojej mamie, jest też jakby zalążek raczkowania - pupa jest w górze i chęć iścia do przodu również - nie bardzo to jeszcze wychodzi, ale swoją "obrotnością" Franka zawsze dotrze do celu:)
Od tygodnia tętni u nas życiem Weihnachtsmarkt, jako, że jest on tuż za rogiem, odwiedzamy go codziennie….pachnie tam grzanym winem, prażonymi migdałami, pieczarkami i mnóstwem innych świątecznych przysmaków…